Poniedziałek, 6 kwietnia

Opublikowano: Zaktualizowano:

Oj zajączku, zajączku, chyba to nie twoje miejsce… może schował się przed śmigusem-dyngusem? A może chce być Wielkanocną niespodzianką?… Zachęcamy Was dzisiaj do zrobienia wielkanocnych zwierzątek.

Grupa Misie

Temat: Wielkanocne zabawy

1.„Wielkanocne niespodzianki” – zabawa dydaktyczna. Rodzic owija przedmioty związane z Wielkanocą folią aluminiową. Zadaniem dziecka jest odpakować przygotowane przez rodzica pakunki. Następnie wspólnie dzielimy na sylaby nazwy ukrytych przedmiotów.

2. „Wielkanocne zabawy ruchowe” – proponowane aktywności.

  • Poszukiwanie czekoladowych jajek  – zabawę można przeprowadzić w domu lub w ogrodzie. Rodzic chowa jajka w różnych miejscach, zadaniem dziecka jest odszukać wszystkie.
  • „Najdalej” – wszyscy uczestnicy zabawy (rodzic i dziecko) stają w szeregu. Na znak toczą jajka po ziemi. Wygrywa osoba, której jajko potoczyło się najdalej.
  •    „Zajączkowy tor przeszkód” – rodzic tworzy niezwykły tor przeszkód. Można ułożyć go z poduszek, ustawić krzesła lub wyznaczyć trasę na podwórku. Dziecko pokonuje tor kicając, zamiast po prostu biec. Przedszkolak – zajączek stara się pokonać trasę jak najszybciej potrafi.
  • „Walka kogutów” – rodzic i dziecko robią przysiad naprzeciw siebie, wyciągają dłonie przed siebie, krzyżują je i siłują się, aż do momentu, kto pierwszy się przewróci.

3.„Wielkanocne szlaczki” – ćwiczenia graficzne. Dziecko rysuje po śladzie kredką, ołówkiem lub flamastrem. Poniżej zamieszczam propozycje do wydruku.

Wychowawca: Anna Lesiczka

Grupa Biedronki

Temat dnia: Wielkanocne zwyczaje.

Proponowane aktywności:

1.„W poszukiwaniu jajek” – poszukiwanie jajek, klasyfikacja, synteza wzrokowa. Rodzic ukrywa w pokoju papierowe jajka. Jajka są różnej wielkości. Dziecko ma za zadanie poukładać jajka na dywanie od najmniejszego do największego, a potem od największego do najmniejszego.

2.Słuchanie utworu Renaty Piątkowskiej Śmigus dyngus.

Śmigus dyngus

Nie ma nic piękniejszego niż w lany poniedziałek o świcie stanąć z dwiema sikawkami nad śpiącymi rodzicami i jeden strumień skierować na mamę, a drugi na tatę. No i nic się nie przejmować, że piszczą i krzyczą, tylko lać, dopóki w sikawkach jest choć kropla wody. Potem trzeba szybko uciekać. Najlepiej prosto do łazienki, żeby znowu napełnić te piękne plastikowe pojemniczki. A jeśli ktoś ma jeszcze na dodatek siostrę, to musi czym prędzej pędzić do jej pokoju, by ją dopaść, zanim się obudzi. Ja właśnie tak zrobiłem. Zdążyłem w ostatniej chwili, bo już zaczęła się przeciągać i przecierać oczy. Ścisnąłem sikawkę i skierowałem strumień wody prosto na jej czoło. Lałem bez litości, a Agata wrzeszczała tak, że tapeta zaczęła odklejać się od ściany. Cóż za piękny zwyczaj ten śmigus-dyngus – pomyślałem. Niestety, wszystko co dobre, szybko się kończy, więc po chwili sikawka była pusta i musiałem wycofać się do łazienki. Gdy ucichły piski i narzekania, postanowiłem opuścić moja kryjówkę. I wtedy przekonałem się, jak podstępną i mściwą mam siostrę. Ledwo otworzyłem drzwi, oblał mnie lodowaty strumień. Mokra piżama oblepiła mi plecy, woda spływała z włosów, a na czubku nosa dyndała wielka kropla. Usłyszałem chichot Agaty i głos mamy:
– Koniec tego dobrego! Przestańcie się oblewać! Nie dość, że mamy całe łóżko mokre, to teraz Agata zalała podłogę.
– Przecież dzisiaj jest śmigus-dyngus – zaprotestowałem.
– No właśnie – przyznał tata – jest śmigus-dyngus i nie myśl, że to poranne oblewanie wszystkich ujdzie ci na sucho – rzucił złowieszczo w moją stronę i pobiegł do kuchni, gdzie rozległ się brzęk naczyń i szum wody.
Od razu zrozumiałem, co się święci, i gdy po chwili chlusnął z rondelka w moją stronę, zrobiłem piękny unik. Tata trafił w Agatę, a ta rozdarła się znowu wniebogłosy. Trzy garnki wody i dwie zalane podłogi później mama rozzłościła się na dobre.
– Koniec lania, ani kropli więcej! Wszystko pływa, dywan jest cały przemoczony, ściany ochlapane, a Agatka nie ma się już w co przebrać. Poza tym zaraz przyjdą babcia z dziadkiem, są zaproszeni na obiad, i żeby nikomu nie przyszło do głowy ich oblać. – Mama nie wiadomo dlaczego spojrzała akurat na mnie.
To okropne nie móc polać własnej babci w śmigus-dyngus – pomyślałem i żeby poprawić sobie humor, spryskałem wodą naszego chomika. Niech zwierzak wie, jakie mamy fajne zwyczaje. Potem mama nakryła do stołu, tata pochował rondle, a Agata włożyła nową sukienkę i czekaliśmy na gości. Kiedy zadzwonił dzwonek, ja pierwszy pobiegłem do przedpokoju. Otworzyłem drzwi i co zobaczyłem? Dwie różowe, wycelowane we mnie sikawki. Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale babcia jak prawdziwy rewolwerowiec stanęła w lekkim rozkroku, przymrużyła jedno oko, wycelowała i oblała mnie z góry na dół. W tym czasie dziadek ruszył w pogoń za Agatą, która uciekała z piskiem. Natychmiast pożałowałem, że nie mam pod ręką pistoletu na wodę albo takiego specjalnego otworka na głowie jak wieloryb, z którego na zawołanie tryskałaby woda. Przydałby mi się teraz o wiele bardziej niż na przykład taki pępek, z którego nie ma żadnego pożytku. Uciekając przed babcią, obiecałem sobie, że za rok nie dam się tak zaskoczyć i w każdej kieszeni będę miał po trzy sikawki.
– Znowu wszystko mokre – jęknęła mama. – Jak tak dalej pójdzie, to będziemy musieli założyć płetwy. A Agatka powinna dzisiaj od rana chodzić w pelerynie.
– Och, nie narzekaj już. Tylko trochę się pokropiliśmy, tak dla zabawy. Dawniej to były śmigusy – westchnął dziadek.
– Jakie? Opowiedz, dziadku, jakie? – poprosiła Agata.
– Kiedyś w lany poniedziałek szły w ruch wiadra, konewki i dzbany. Ludzie usuwali kosztowniejsze meble i dywany, zakładali też gorsze ubrania, żeby oszczędzić sobie zniszczeń. Bywało, że jak udało się zaskoczyć jakąś panienkę w pościeli, to polewali ją tak długo, aż pływała w łóżku między poduszkami.
Na samą myśl o tym, że mógłbym wylać na śpiącą Agatę wiadro wody, uśmiechnąłem się od ucha do ucha.
– W miastach panowie spryskiwali miłe sercu panny tylko odrobiną wody różanej po ręce, ale na wsiach odbywały się prawdziwe bitwy wodne – ciągnął dziadek. – Chłopcy wyciągali dziewczyny z łóżek i jeszcze rozespane, w samych nocnych koszulach wrzucali do stawów i jezior. A one lądowały z pluskiem, wzbijając pod niebo wielkie fontanny.
– Dziadku, to znaczy, ze ty wrzuciłeś kiedyś babcię do jeziora? – spytała Agata z niedowierzaniem.
– Do jeziora nie, ale wody jej nie żałowałem. Bo tak naprawdę, choć dziewczyny złościły się i uciekały, dobrze wiedziały, że oblewamy tylko te najładniejsze i najbardziej lubiane panny. W gruncie rzeczy były więc zadowolone, że ociekają wodą, bo to znaczyło, że mają powodzenie. Za to te, na które nie spadła tego dnia ani kropla wody, były złe jak osy.
No to mama i Agata powinny być mi wdzięczne, że je oblałem. A w przyszłym roku, żeby im nie było smutno, postaram się, aby – jak to powiedział pięknie dziadek – pływały w łóżku między poduszkami. Chciałem wiedzieć jeszcze tylko jedną rzecz, dlaczego ten wspaniały zwyczaj ma taką dziwną nazwę – śmigus-dyngus? Dziadek wiedział nawet to.
– Och, bo tak po prawdzie, to były dwa różne zwyczaje. Śmigus polegał na polewaniu wodą dziewczyn, a dawniej także na smaganiu ich po nogach wierzbowymi witkami. I stąd właśnie wzięła się ta dziwna, jak mówisz, nazwa. Od śmigania, czyli smagania panien zielonymi gałązkami. Niektórzy mówili, że to zielony albo suchy śmigus. Oczywiście ten mokry, czyli bieganie z wiadrami wody lub wrzucanie dziewczyn do stawów, był dużo przyjemniejszy… – Dziadek uśmiechnął się na samo wspomnienie.
– Dyngus zaś polegał na składaniu wizyt sąsiadom i znajomym. Tak jak w czasie Bożego Narodzenia chodzi się po kolędzie, tak na Wielkanoc chodziło się po dyngusie. Różni przebierańcy wędrowali od domu do domu, składając życzenia i prosząc o datek, a gospodarze wykładali na stół placki i kiełbasy, bo wierzyli, że tacy goście mogą przynieść szczęście. Dlatego przebierańcy dostawali zwykle poczęstunek, a na drogę jajka lub nieco pieniędzy. Z czasem te zwyczaje pomieszały się ze sobą i w końcu pozostało z nich tylko oblewanie się wodą i nazwa śmigus-dyngus.
Wielka szkoda – pomyślałem – bo gdyby było tak jak dawniej, to nie dość, że wrzuciłbym Agatę do jeziora, mógłbym ją jeszcze okładać jakimiś gałęziami po nogach. Potem odwiedziłbym babcię przebrany na przykład za pirata i powiedziałbym „Wesołych Świąt”, a ona natychmiast dałabym mi za to cukierki, lizaki, chipsy i pieniążki.
– Dawniej przestrzegano tez zwyczaju, że w Poniedziałek Wielkanocny chłopcy oblewali panny, ale za to wtorek to oni byli oblewani przez dziewczyny. I to często z bardzo dobrym skutkiem – dodała babcia.
Po tych słowach Agata spojrzała na mnie tak, że od razu wiedziałem, że coś knuje.
– Szczerze mówiąc bywało i tak, że jak się wszyscy dobrze rozbrykali, to nie mogli tego oblewania skończyć jeszcze przez wiele dni – powiedział dziadek z uśmiechem.
A ja poczułem, że jestem bardzo rozbrykany, i ruszyłem biegiem do łazienki napełnić moje sikawki.

Rozmowa z dziećmi na temat zwyczaju oblewania się wodą i jego pochodzenia.

3.Baranek z papieru.
Do wykonania baranka potrzebujemy:

  • blok techniczny,
  • klej,
  • ruchome oczy (o ile mamy w domu; jeśli nie, wystarczy oczka narysować mazakiem)
  • nożyczki,
  • linijka,
  • kredki,
  • opcjonalnie rurka po papierze toaletowym.

Z bloku technicznego odmierzamy na szerokość kartki A4 paski o grubości 7cm. Jeden sklejamy tak, aby postała rurka (można wykorzystać rurkę po papierze toaletowym). Wycinamy pasek o wymiarach 1cm x 14cm i malujemy po obu stronach kredką (to będą różki baranka). Pozostałe paski rozcinamy tak, aby powstały nam prostokąty o wymiarach 6cm x 7cm. Zaginamy dłuższy bok – będziemy go później przyklejać do rurki. Nacinamy każdy pasek aż do zgięcia. Pozostałe paski rozcinamy tak, aby powstały nam prostokąty o wymiarach 6cm x 7cm. Zaginamy dłuższy bok – będziemy go później przyklejać do rurki. Nacinamy każdy pasek aż do zgięcia. Każdy wycięty pasek nakręcamy na nożyczki lub na kredkę. Zakręcone karki przyklejamy dookoła rurki. I mamy tułów baranka. Kartkę o wymiarach 6cm x 14cm sklejamy z jednej strony tak jak na zdjęciu – to będzie głowa baranka. Doklejamy ją do tułowia baranka. Wycinamy kartę o wymiarach 7cm x 5 cm i nacinamy krótszy bok. Analogicznie jak wcześniej nakręcamy każdy powstały pasek na nożyczki. Doklejamy nad głową baranka. Doklejamy zawinięte i pomalowane rogi. Przyklejamy oczy i malujemy czarną kredką pyszczek.
(pomysł ze strony ccdd.com.pl)

4. Zajączki z rączki. Do wykonania zajączków potrzebujemy:
– kolorowe kartki,
– flamastry,
– nożyczki.
Na filmiku zobaczycie, że zajączki z rączki są bardzo proste do wykonania 🙂
Miłego tworzenia 🙂

Wychowawca: Joanna Kułaga

Grupa Pszczółki

Temat dnia: Wielkanocne zwierzątka

Proponowane aktywności:

  1. Dzieci słuchają piosenkę ,,Wielkanocna piosenka”.

Po wysłuchaniu odpowiadają na pytanie: Jakie zwierzęta występują w piosence?

2. Proponowane prace plastyczne do piosenki.

Zajączek z papierowego talerzyka

Potrzebne materiały:

  • 2 papierowe talerzyki
  • nożyczki
  • czarny marker
  • duże, kreatywne oczy ( można namalować mazakiem)
  • różowy pompon
  • klej na gorąco lub introligatorski

Na okrągły talerz naklejamy oczy i nos z pompona, a następnie dorysowujemy wąsy i buzię zająca. Z drugiego talerzyka wycinamy uszy i doklejamy od tyłu talerzyka. Prawda, że proste?

Baranek z masy solnej

Składniki na masę solną:

  • 1 szklanka mąki;
  • 1 szklanka soli;
  • ok. 0,5 szklanki wody

Do  miski wsypujemy mąkę i sól. Dokładnie mieszamy i wlewamy niewielką ilość wody. Mieszamy, rozgniatamy grudki, dodajemy odrobinę wody i ponownie mieszamy. Ilość wody jest tu kluczowym czynnikiem i trzeba ją wlewać stopniowo. Ciasto wyjmujemy na stół lub stolnicę i ugniatamy, aż będzie gładkie (około 5 minut).

Z folii aluminiowej zrób formę, która będzie stelażem konstrukcji baranka wielkanocnego.

Placek z masy solnej zegnij na pół i połącz z formą z folii aluminiowej tak, aby stworzyć kształt siedzącego baranka.

Kiedy zrobisz już ciało baranka wielkanocnego, uformuj z masy uszy zwierzątka. Zamocz w wodzie pędzelek, pomaluj nim uszy i przyklej. Wykałaczką zaznacz barankowi oczy i pyszczek.

„Włoski” powstałe z masy solnej odetnij od wyciskarki za pomocą wykałaczki i przylep do grzbietu figurki.

Połóż baranka wielkanocnego na papierze do pieczenia. Można wysuszyć baranka w lekko otwartym piekarniku,  rozgrzanym  do 75 st. przez 1,5 godziny lub na parapecie.

Miłej pracy!

Wychowawca: Marzena Marut

Propozycje popołudniowe

Na rozpoczęcie zajęć popołudniowych proponuję przedszkolaczkom:

  1. „Masaż na dobry humor”

Dzieci wspólnie z rodzicami wypowiadają rytmicznie tekst rymowanki.

Żeby było nam wesoło, masujemy swoje czoło.

Raz, dwa i raz, dwa, każdy ładne czoło ma.

Potem oczy, pod oczami i pod nosem, pod wargami.

Język w górę raz i dwa. Ładny język każdy ma.

Powiedz: mama, tata, lala i zaśpiewaj: la la la la.

Otwórz buzię, zamknij buzię, pokaż wszystkim oczy duże.

Pogłaszcz główkę ładną swoją i policzki, brodę, czoło.

Poszczyp lekko całą twarz i już dobry humor masz.

Dzieci i rodzice naśladują ruchem czynności podczas wypowiadania tekstu rymowanki.

2. „Zagadki i Rymowanki”

Dzieci losują zagadkę, która jest ukryta np. w otwieranym jajeczku – rodzice odczytują treść zagadki lub wyrazu, do którego należy ułożyć rym. Odpowiadają dzieci, ale rodzice mogą pomóc.

Zagadki: (rodzic kopiuje tekst zagadki i umieszcza ją w otwieranym jajeczku)

Kolorowe jajka,

 barwne malowanki.

Nie ma na nich wzorków,

bo to są……..

Jestem żółty, mały, puszysty

i z jajka się wykluwam.

Czy już wiecie, kto ja jestem?

Upiecze go mama dla synka,

upiecze go mama dla córek,

na wielkanocnym stole

musi być pyszny……..

W jakim dniu, czy wiecie,

chociaż słońce świeci,

biega po podwórku

dużo mokrych dzieci?

Ma skręcone rogi,

złotem malowane,

stoi z chorągiewką,

wśród barwnych pisanek.

Choć już Święta blisko

wiatr na dworze dmucha.

Na talerzu w domu

kiełkuje…

Kura je zniosła ,

mama przyniosła.

Ugotowała i dzieciom dała.

Pamiętaj, aby ułożyć rym!

3.„Kolorowe pisanki i kraszanki” – praca plastyczna

Dziecko otrzymuje od rodzica sylwetę jajka w kolorach np.: żółtym, czerwonym, zielonym oraz elementy do ozdabiania, np.: paski, kropki, kwiatki. Zadaniem dziecka jest ozdobienie sylwety jajka tak, by powstały pisanki. Następnie rodzic przekazuje dziecku sylwetę jajka oraz farby plakatowe. Dziecko maluje na nim palcami. Tak powstają kraszanki.

https://mojedziecikreatywnie.pl/sdm_downloads/pisanki-wyklejania-plastelina-malowania-kolorowania/ ( link do sylwety jajka)

Praca plastyczna wspomaga rozwijanie inwencji twórczej u dziecka. Posługiwanie się określeniami: pisanka, kraszanka.

4. Na zakończenie proponuję jeszcze coś na rozruszanie – zabawa : „Raz, dwa, trzy Baba Jaga patrzy” . Zabawa może odbywać się na świeżym powietrzu. Myślę, że zasady tej zabawy są doskonale znane rodzicom- swego czasu przerabialiśmy ją ,aż do znudzenia. Z własnego doświadczenia wiem, że maluchy uwielbiają tą, a nie inną zabawę, choć z punktu widzenia osoby dorosłej jest ona bardzo prosta i przez to nużąca.

Zasady tej zabawy są bardzo proste, osoba prowadząca jest przysłowiową Babą Jagą, stojącą tyłem do biegających maluchów. Gdy Baba Jaga wypowiada słowa „raz dwa trzy Baba Jaga patrzy” odwraca się, a dzieci muszą w tym momencie zatrzymać się bez ruchu w rozmaitych pozach. Baba Jaga chodzi między maluchami przyglądając się im tak długo, aż któryś z malców się poruszy. Ten, kto nie ustoi w miejscu zostaje nową Babą Jagą i zabawa zaczyna się od początku.

Oto cały sekret świetnej zabawy. Powodzenia!

Wychowawca: Lesława Gałka